Kombinezon (nie) roboczy

Dodano: Marzec 8, 2017  /  10 komentarzy

Jest taka piosenka, w której refren brzmi:
                                                                                     ”  Bo męska rzecz być daleko, a kobieca wiernie czekać”
Więc co zrobiły amerykańskie kobiety, gdy ich ojcowie, bracia i ukochani pojechali na fronty II Wojny Światowej? Poszły do pracy!

Kobieta nagle stała się siłą twórczą. Jej rola nie ograniczała się już tylko do czekania na powrót męża (brata, ojca) z frontu i pisaniu tęsknych listów. Stała się naprawdę twardą babką. W końcu, gdy panowie poszli walczyć, ktoś musiał pracować. Teraz to Ona dzięki solidnej pracy przy linii produkcyjnej, mogła przyspieszyć powrót ukochanego mężczyzny do domu i zapewnić stabilność gospodarce!
W czasie II wojny światowe 21 % procent pracowników w USA stanowiły kobiety. Jednak mimo dobrych chęci świeżo upieczonym pracownicom, trudno było się wyzbyć atrybutów swojej kobiecości. Ze względu na brak tradycji pracy przy maszynach, zdarzały się przypadki, w których pracownice usiłowały wejść na drabinę w wysokich obcasach ( ryzykantki ) albo nosiły naszyjniki i bransolety podczas operowania spawarką. Jedną z większych kontrowersji wywołał przymus noszenia kombinezonów i spodni. Wiele pracownic traktowało to, jako zamach na ich kobiecość, ponieważ wg nich, nowy strój miał na celu zamaskowanie ich atrakcyjności i zanegowanie faktu posiadania przez nie piersi i bioder. Oczywiście kombinezon bądź luźne spodnie tak naprawdę nie były wymysłem wstrętnych szowinistów. Ich zadaniem było ustrzec kobiety pracujące przy maszynach przed wypadkami w miejscu pracy np. wkręceniem fałd sukni w mechanizm maszyny. Ponadto luźne spodnie i buty na płaskiej podeszwie ułatwiały przemieszczanie się po fabryce, wchodzenie po drabinie, maszynach. Kobieta nie musiała przejmować się dziurą w pończochach, a idealnie dopasowana do ciała suknia już nie krępowała jej ruchów.
W fabrykach istniała posada strażnika, który dbał o bezpieczeństwo kobiet, patrząc czy wszystkie mają spięte włosy i czy jakaś elegantka nie przemyciła np. biżuterii. Rząd wspomagał się kampaniami społecznymi, które miały na celu uświadomić pracownice, jaką cenę mogą zapłacić za nie stosowanie się do zasad bezpieczeństwa. Jednym z takich działań jest fotografia z 1943 roku demonstrująca jedno z zagrożeń wynikających z pracowania na linii produkcyjnej bez spiętych włosów. Bohaterką zdjęcia jest Veronica Lake (amerykańska aktorka, gwiazda kina noir) siedząca przy maszynie. Warto dodać, że jej znakiem firmowym była fryzura zwana peek – a – boo – długie włosy ułożone w fale, z charakterystycznym kosmykiem, który zakrywał jedno oko. Widz staje się świadkiem, jak jeden z pięknie ułożonych, lśniących pukli aktorki wkręcił się w świder do wywiercania otworów, wywołując tym samym grymas bólu na jej twarzy. W wizerunku kobiety możemy dostrzec również inne grzeszki – noszenie biżuterii ( pierścionka i bransolety).
Choć Veronica Lake czynnie wspierała rządowy projekt zatrudniania kobiet w fabrykach, to nie ona przeszła do historii jako ikona lat 40-tych. Twarzą nowej, wojennej rzeczywistości została Rózia Nitowaczka (Rosie the Welder). Dziewczyna była tytułową bohaterką piosenki napisanej w 1942 roku przez Redd’a Evans’a i Jacob’a Loeb’a. Utwór jest cudownie propagandowy. Naprawdę polecam odnalezienie go w tzw internetach 🙂 Piosenka opowiada historię Rosie, która w słońcu i w deszczu pracuje w fabryce. Dziewczyna czujnym okiem wypatruje podstępnych sabotażystów i kupuje akcje wojenne, dzięki czemu wspiera gospodarkę swego kraju. Piosenka szybko stała się hitem radiowym, spełniając tym samym misję propagandową. Popularność utworu zbiegła się w czasie z powstaniem słynnego plakatu ( znanego obecnie z tysięcy przeróbek ) – We Can Do It. Plakat powstał 1942 roku, zaprojektował go J. Howard Miller. miał zachęcać młode kobiety do podjęcia pracy na halach produkujących. Piosenka i plakat szybko zaczęły się dopełniać i w świadomości odbiorców funkcjonować razem. Dziewczyna z plakatu otrzymała imię Rosie i stała się ilustracją słów piosenki.
Plakat We Can Do It! przedstawia młodą kobietę ubraną jest w granatowy koszulę kombinezon i czerwoną bandamkę w białe groszki. Włosy dziewczyny schowane są pod chustką, której końce zawiązane są na czubku głowy w kokardę. Nad czołem unosi się specjalnie wypuszczony, zawinięty kosmyk, który miał dodać jej wizerunkowi odrobinę dziewczęcości. Główną funkcją bandamek była ochrona kobiet przed wypadkami w miejscu pracy, lecz mogła być również manifestacją płci. Na zdjęciach z epoki widać dobitnie, jak wielobarwne, wzorzyste chusty kontrastują z granatowymi kombinezonami. Były takim kobiecym akcentem w męskim stroju. Co ciekawe, współczesne naśladowczynie stylu pin – up chętnie kopiują to uczesanie, często nie wiedząc, że miało ono funkcję ściśle utylitarną, a nie ozdobną.
Pomimo ewidentnych cech kobiecych w wyglądzie Rosie przejawia się również pierwiastek męski. Na jej twarzy rysuje się determinacja, zaciśnięte usta i mocno zarysowany podbródek świadczą o nieugiętym charakterze. Nie chce, aby cokolwiek mogło jej przeszkodzić w pracy, nawet zbyt luźne rękawy. Prawą rękę ma zgiętą w łokciu a dłoń mocno zaciśniętą w pięść. ( Mnie ten gest kojarzy się z panem Kozakiewiczem i pewną Olimpiadą 🙂
Innym znanym wizerunkiem Rosie jest okładka magazynu The Saturday Evening Post z 1943 roku autorstwa Norman
a Rockwell’a . Na osi obrazu umieszczono rudowłosą kobietę w niebieskiej koszuli i jeansowym kombinezonie. Na śniadaniówce widnieje jej imię: Rosie. Dziwczyna została przedstawiona podczas przerwy śniadaniowej. Na jej kolanach spoczywa maszyna do nitowania, z którą nie rozstaje się nawet podczas chwili relaksu. Kobieta może poszczycić się niezwykle postawną figurą, jej ramiona są umięśnione, wręcz męskie. Co ciekawe, Mary Keefe, która pozowała Rocwell’owi, jako 19-latka, była raczej chucherkiem ponieważ ważyła niecałe 50 kg. Artysta celowo zmienił proporcję jej ciała, ponieważ chciał przedstawić krzepką dziewuchę, z której emanują siły witalne i zapał do pracy ( dlatego nie rozstaje się z narzędziem nawet podczas przerwy). Rosie nie jest kobietą. Ona jest pracownicą.
Rockwell w bardzo dosadny sposób obrazuje, co jest naczelnym celem pracujących kobiet; pod stopami Rosie można dostrzec książkę. Jest to Mein Kampf autorstwa Adolfa Hitlera. Przesłanie jest czytelne: amerykańskie kobiety, choć nieobecne na froncie, również biorą czynny udział w walce z nazizmem.

Przyznaję się bez bicia, że wpis jest wyjątkowo długi, więc tak w ramach odpoczynku od tekstu zamieszczę jeszcze moje kombinezony. Co prawda, nie przypominają tych, które nosiła Rosie, ale sądząc po jej upodobaniu do kolorowych bandamek, pewnie by nimi nie pogardziła:) Dajcie znać w komentarzach, ktory model bardziej przypadł Wam do gustu.

Do napisania:)

 

 

 

Komentarze (10)

  • Ale fajny tekst! Bardzo podoba mi się, że przedstawiłaś w niej fakty i historię. Jeśli natomiast chodzi o Twoje kombinezony - bardzo podoba mi się ten drugi. Ja rok temu "zaszalałam" i wystroiłam się w czarny kombinezon na ślub mojej przyjaciółki. Ciotki tego przeżyć nie mogły, ale ja czułam się w nim świetnie :)
    • Bardzo dziękuję. Ja za to od mojej cioci usłyszałam, że ubieram się tak " nie młodzieżowo, że taki ciuchy były modna jak była młoda. Chyba nie lubi mody retro:) Pozdrawiam Cię serdecznie i dziękuję za odwiedziny:)
  • Ale myślę, że tego typu artykułami umacniasz stereotypy o głupiutkich kobietkach, które nie potrafią pracować.
    • Myślę, że kobiety znają swoją wartość i tego typu artykuły jej nie zachwieją:) Ale dziękuję za sugestie :)
  • Mnie bardziej podoba się ten różowy. Tzn ten pierwszy też jest fajny ale nie miałabym odwagi go ubrać. Jest taki retro. Pozdrwiam:)
  • Bo teraz wszędzie musi być równouprawnienie...
  • Faceci są nie lepsi. Myślę że dla równowagi powinnaś też o nich napisać:)
    • Monroe, pewnie, że mężczyźni mają swoje grzeszki modowe ale dla mnie ten temat był zbyt oczywisty i dlatego się w niego nie zagłębiałam. Powyższy artykuł mocno zahacza o moją pracę magisterską, dlatego postanowiłam się podzielić wynikami swoich badań:) Dziękuję za komentarz, każdy mnie motywuje do działania:)
  • Ciekawy wpis! Niestety niektóre kobiety w fabrykach (lub na magazynie) nadal nie wiedzą, że nie powinny przychodzić w sukienkach i na obcasach ;) Piękny materiał pierwszego kombinezonu.
    • Amazonka - bardzo dziękuję. Materiał to prezent od męża, idealnie wpasował się w mój pstrokaty gust:) Co do niedostosowania stroju do warunków zewnętrznych, pamiętam jak jedna kobieta wchodziła w japonkach na Giewont. Widać lubi życie na krawędzi :) Pozdrawiam serdecznie

Dodaj komentarz