Co za słodycz

Dodano: Kwiecień 12, 2017  /  10 komentarzy

Dzisiaj będzie krótko i na temat. Bez heheszek i śmieszkowania:)

Z góry  przepraszam za jakość zdjęć. Plan był taki: ładna pogoda, kwieciste plenery, błękitny rower i ławeczka w parku. Niestety za sprawą deszczowej pogody, razem z moim fotografem (tj. moją siostrą), musiałyśmy zrewidować nasze plany i poratować się szarą ścianą w moim pokoju. Zdjęcia są szaro – bure i ponure, więc w ramach zadośćuczynienia postanowiłam zamieścić zdjęcie z Songiem ( Ika w tym czasie była zajęta piłką).

Sukienka, którą mam zaszczyt dzisiaj wam zaprezentować, pochodzi z Burdy  5/2016. Jest to wykrój nr 105. Dlaczego go wybrałam? W pierwszej kolejności urzekły mnie patki. Gdy tylko zobaczyłam ten krój, od razu wiedziałam,  że powstanie z niego różowa sukienka w kratę. Ponad to, jako zapalona cyklistka potrzebowałam rozkloszowanej sukienki, która z jednej strony nie będzie krępować ruchów, a z drugiej nie zdradzi za dużo podczas jazdy.  Raz już zaliczyłam niemiłą przygodę… ołówkowa spódnica i rower. Tych dwóch słów nie powinno się nawet używać w jednym zdaniu!

Przede mną dwa wielkie wyzwania. Pierwsze prezentuję tuż obok. Jest to sukienka dla koleżanki z pracy, zamówiona na przyjęcie rodzinne. Pani A. jest wysoką blondynką, o jasnej karnacji i romantycznej urodzie, dlatego zarówno kolor (jasny błękit) jak i krój, wydają się dla niej stworzone:) Aż nie mogę się doczekać efektu końcowego. Na razie mogę jedynie popatrzeć sobie na wizualizację (ostatnio bardzo modne  słowo:)

Druga kreacja to sukienka…. ciążowa. Nie, nie dla mnie 🙂 Tutaj sytuacja jest o tyle jest ciekawa, że sukienka powstanie bez przymiarki, jedynie na podstawie wymiarów modelki. Na spotkanie nie pozwala odległość dzieląca mnie i przyszłą mamę oraz nadchodzący termin rozwiązania:) Krój mamy już wybrany, kolor również (głębokie wino) więc czas się zabrać do szycia, zanim nowy obywatel przyjdzie na świat!

Do tej pory szyłam jedynie dla siebie ( nie licząc fartucha mojej babci) więc jest to dla mnie ogromne wyzwanie, dlatego proszę – trzymajcie kciuki! Przede mną pracowity miesiąc:)

Do napisania!

 

 

 

 

Komentarze (10)

  • Hihi dla mnie spódnica i rower nie powinny być wypowiadane w jednym zadniu, a co dopiero spódnica ołówkowa! Szalona kobieto :) Ale sukienka bardzo ładna.
  • Rozumiem taką tęsknotę ;) Powodzenia!
  • Uff, na szczescia myslałam, że te zdjęcia będą dużo gorzej wyglądać, ale widzę, że jest dobrze:)
    • Widzisz, nawet z mojej szarej ściany da się wykrztusić trochę życia. Tak, czy owak czekamy na lampę:)
  • Sukienka i rower - może kiedyś za młodu, wtedy się człowiek nie przejmował co tam widać, a czego nie :D choć RAZ jechałam nawet w 'miniówce' ^^ jakoś trzeba było dojechać na imprezę i z niej wrócić :P powodzenia w drugim projekcie ;>
    • Wtedy człowiek się przejmował gdy było widać, a nikt nie patrzył :P
  • Powodzenia życzę i jednocześnie podziwiam! Nie potrafię szyć, ale moda (i retro i nie tylko) to coś dla mnie, więc będę tu zaglądać. Sukienka i rower? Wow, połączenie nie dla mnie, ale wygląda to uroczo ;)
    • Szycia się dopiero uczę, ale mam nadzieję, że już wkrótce będę mogła ożywić każdą moją vintage-zachciankę:) to właśnie tęsknota za pięknymi krojami i kolorami zachęciła mnie do szycia
  • Sukienkę "rowerową" dobrze kojarzę z Burdy :-) Też mnie zauroczyłą - te patki + zgrabny dół w kształcie A. Swoją drogą bardzo mnie rozśmieszyłaś tym, że to ma być rowerowa kiecka :-) Studiowałam część studiów w Niemczech i tam ciągle poruszałam się na rowerze( zima - nie zima, nie było zmiłuj ) i przyznaję - szpilki i ołówkowa - ciężej się pedałuje, ale kto powiedział, że się nie da ! ? Na rower to fajnie też chyba półkole by robiło, bo z pełnego koła obawiam się, że możemy uzyskać spektakularny efekt, niczym z filmów - jak zawieje mocniej, a i prędkość pedałującej wcale nie taka mała ;-) No ale do tematu jeszcze- różowa sukienka świetna, widzę w niej siebie ! A powiedz mi - tutaj talia jest chyba lekko podwyższona? Co do sukienek szytych dla innych - sama szyłam kilka sukienek dla kobietek z rodziny, również na odległość - ale wyszło fajnie. Co prawda szycie dla innych wiąże się z nieuniknionym czynnikiem stresu, ale przecież adrenalina to najlepsze paliwo ! :-) Powodzenia ! Natalia
    • Mam nadzieję, że w moim przypadku adrenalina również dobrze zadziała. Wiadomo, gdy szyje się dla siebie to można przymknąć oko na pewne niedociągnięcia:)

Dodaj komentarz