Już mi niosą suknię z welonem…

Dodano: Kwiecień 29, 2017  /  9 komentarzy

Witajcie, cześć i czołem!

W chwili pisania tej notki wielkimi krokami zbliża się majówka, a wraz z nią powoli rozpoczyna się sezon ślubny. W tym roku trzy bliskie mi osoby staną na ślubnym kobiercu i nie ukrywam, że właśnie rozmowy z nimi zainspirowały mnie stworzenia tego artykułu. Sama w zeszłym roku brałam ślub i wiem, co to znaczy wybierać suknię ślubną… Cięgle zmieniasz zdanie, nie wiesz czego chcesz, a gdy już wybierzesz konkretny wzór i podpiszesz umowę to i tak gdzieś, przypadkiem w witrynie innego sklepu zauważysz ładniejszą…

Podejrzewam, że powoli na wszelkich kobiecych portalach będą się pojawiały artykuły typu: Jak dobrać suknię ślubną do swojej figury, Najmodniejsze ślubne kreacje tego roku, Beza czy syreni ogon😛 Dlatego postanowiłam podejść do sprawy trochę inaczej i przedstawić wam najbardziej odjechane i kolorowe suknie (głównie) z lat 60-tych. Kto wie, może moje panny młode też zdecydują się tak zaszaleć:)

Mały grzybek, czyli Yoko Ono 

Kolanówki, trampki, krótka spódnica i mały kapelusik i do tego ten biały kolor. Mhhh…. czy ktoś tu się wybiera na Wimbledon? Nie! To kreacja ślubna Yoko Ono. Artystka wzięła ślub z Johnem Lennonem w 1969 r na Giblartarze. Zamieszczone poniżej zdjęcia przedstawia parę po ceremonii w Brytyjskim Konsulacie na Gibraltarze. Para planowała pobrać się nas skrzyżowaniu tras promów, ponieważ (jak wyznał sam muzyk) to miejsce było takie romantyczne... Może dziwić, że tak ekscentryczna osobowość jak Yoko Ono, postanowiła poślubić swojego wybranka w tradycyjnej bieli. Nic bardziej mylnego. Lennon w wywiadzie przyznał, że wszystko co robili (nawet pobierali się), robili w imię pokoju i właśnie jemu postanowili zadedykować tę uroczystość. Biel uznawana jest za kolor pokoju i właśnie dlatego zarówno panna młoda, jak i pan młody byli w nią odziani od góry do dołu. Lennon przyznał, że niestety nie mógł znaleźć białego garnituru, więc postanowił skompletować sobie jasne wdzianko ślubne. Warto podkreślić, że również miesiąc miodowy pary upłynął pod znakiem pokoju. Rok 1969 to czas wojny w Wietnamie przeciwko której artyści postanowili zaprotestować. Po ceremonii ślubnej udali się do hotelu w Amsterdamie, aby spędzić tam dwa tygodnie w łożu. Parze towarzyszyli liczni fotografowie, dzięki czemu performance został dobrze udokumentowany.

 

Nieustraszeni pogromcy wampirów

W urodzie i grze aktorskiej Sharon Tate zakochałam się po seansie Nieustraszonych pogromców wampirów, gdzie grała u boku swego przyszłego męża – Romana Polańskiego. Para w 1968 roku pobrała się i wyprawiła huczne wesele w Klubie Playboy’a w Mayfair. Ceremonia była nie lada zaskoczeniem, bowiem Polański cieszył się opinią kobieciarza, natomiast Tate była zadeklarowaną hippiską.  Sharon sama zaprojektowała swoją suknie ślubną. Choć znana była raczej z hipisowskich kreacji, tj zwiewnych sukienek, sandałów i kwietnych opasek na czole, na ślubie zaprezentowała się w bardzo krótkiej mini wykonanej z żółtej tafty. Większość zdjęć z uroczystości jest czarno – biała, przez co prawdziwy kolor kreacji mógł widzom umknąć. Ramiona panny młodej zdobiły okazałe bufki, a szyję okalał golfowy kołnierz obszyty perłami. Warto zwrócić również uwagę na fryzurę panny młodej. Jej piękne blond-pukle zaczesano do tyłu i ozdobiono luźno wpiętymi małymi kwiatkami i wstążkami. Należy wspomnieć również o panu młodym. Bez wątpienia była to dla niego bardzo trudna ceremonia bowiem… był na kacu.

 

Podwójne szaleństwo

Kolejną reprezentantką stylu szalonych lat 60-tych jest brytyjska wokalistka, Cilla Black. Choć u nas nie jest tak znana, jak jej koledzy po fachu (o jednym już pisałam:), to na Wyspach była nie byle kim. Wystarczy choćby wspomnieć, że piosenki pisali dla niej m.in. Lennon i McCartney. Piosenkarka w 1969 roku poślubiła swojego menedżera Bobby’ego Williams’a. Małżeństwem byli ponad 30 lat, aż do jego śmierci. Ale wracając do tematu… Para pobierała się dwa razy, dzięki czemu Cilla mogłaby dwa razy wystąpić w naszym zestawieniu, jednak moim faworytem jest jej pierwsza suknia, którą ubrała podczas ślubu cywilnego. Piosenkarka miała w tym dniu na sobie aksamitną, czerwoną sukienkę, którą zaprojektował dla niej John Bates. Sukienka była ekstremalnie krótka, ledwo zakrywała pośladki. Na zdjęciach można zauważyć, że została odcięta pod biustem i obficie przyozdobiona kontrafałdami. Nie wiem jak wy, ale ja uwielbiam aksamit i naprawdę żałuję, że nie było mi dane zobaczyć kreacji Cilli na żywo. Mogę sobie tylko wyobrażać cudowną grę światła na materiale i jego miękkość, niestety zdjęcia z lat 60-tych nie są wstanie tego oddać:( W przypadku tej stylizacji ślubnej warto (moje panny młode słuchajcie) zwrócić uwagę na dodatki. Piosenkarka skontrastowała głęboką czerwień sukni z białymi rajstopami i butami na małym obcasie. Niektórzy może powiedzą, że przez to wyglądała, jak pierwszoklasistka wybierająca się na akademię ale w końcu były to lata 60-te, w których na okładkach królowała najbardziej znana kobieta – dziecko, Twiggy. Drugim dodatkiem, który cudownie dopełnił kolorystycznie stylizację, był bukiet. Niestety nie znam się na kwiatach, więc nie podam wam ich nazw, ale spójrzcie na te kolory: granat, róż i czerwień. Autorowi tej wiązanki dałabym Oscara za rolę drugoplanową:)

 

 

Mała pasterka

Brigitte Bardot cztery razy stawała na ślubnym kobiercu, co prawda daleko jej do Elizabeth Taylor ( 8 podejść), ale też o ślubach wie niemało. Suknia, którą postanowiłam umieścić w rankingu, była pierwszą suknią ślubną aktorki. Powstała w 1952 roku, kiedy to Brigitte wyszła za mąż za francuskiego reżysera, Roger’a Vadim’a. Zdjęcie omawianej kreacji wielokrotnie widywałam w różnego typu artykułach poświęconych ślubom. Sukienka, owszem podobała mi się ale nie zwracałam na nią większej uwagi, ot taka kolejna sukienka w stylu New Look. Było tak do czasu, aż w końcu przez przypadek natrafiłam na zdjęcie w kolorze. Wtedy moim oczom ukazała się różowo-biała kratka i wyraźnie odcinające się na jej tle koronki. Do tego pan młody z nonszalancko podwiniętym rękawem i ręką w kieszeni. Przy nim , Brigitte wyglądała jak mała pastereczka. Istny Dziki Zachód. Sukienka od szyi po sam koniec, zapięta jest szeregiem drobnych guziczków. Cudowną talię panny Młodej podkreśla delikatny pasek. Mankiety i dekolt zdobi koronka. Mnie dodatkowo urzekły kieszonki po obu strunach spódnicy. Jak widać dół sukni stanowi solidny klosz. Myślę, że nie odbyło się tutaj bez halki, która unosząc materiał, zapewnia kształt dole kreacji. O ile trzy pierwsze kreacje, mogłyby się okazać dosyć problematyczne, szczególnie przy ślubie kościelnym, to już ten model spokojnie może służyć za inspirację:)

Kanarek

Teraz nadszedł czas na wspominaną już weterankę ślubną – Elizabeth Taylor.  Przeglądając zdjęcia ze wszystkich ceremonii można było odnieść wrażenie, że każda kolejna była rolą, w którą aktorka musiała się wcielić.  Elizabeth miała w swoim dorobku ślub hiszpański, meksykański i żydowski Można ją było zobaczyć przebraną za zieloną czarodziejkę, w sukience zwiewnej hippiski i w kreacji a’la Alexis z Dynastii. Ponadto, Taylor dwa razy poślubiała tego samego mężczyznę, tj Richarda Burtona. Para poznała się na planie Cleopatry, gdy oboje byli jeszcze w innych związkach. O kontrowersjach, jakie budzili, świadczy chociażby potępienie ich związku przez Watykan, który zarzucał parze rozpasanie seksualne. Jako, że rozkochana jestem we wszystkim co kwieciste, postanowiłam przedstawić wam stylizację z pierwszego ślubu z Richardem Burtonem, który odbył się w 1964 roku. Panna młoda miała na sobie sięgającą za kolana suknię z kanarkowego szyfonu. Kreacja była odcięta pod biustem i przewiązana paskiem. Szyję okalał wywinięty na zewnątrz kołnierz. Taylor, zdecydowała się wpleść we włosy żółte lilie i hiacynty, dzięki czemu wyglądała niezwykle dziewczęco i delikatnie. Na koniec warto dodać, że małżeństwo przetrwało 10 lat i było najdłuższym związkiem artystki.

Co sądzicie o powyższych kreacjach? Która Wam się najbardziej podoba? Zapraszam do dyskusji:)

Do napisania:)

 

 

Komentarze (9)

  • Ja ogólnie stałam się zwolenniczką nietypowych sukien ślubnych, na dzień dzisiejszy nie wybrałabym klasycznej, długiej i białej:) Uważam, że z tego zestawienia najciekawiej prezentuje się strój Sharon Tate:)
    • Też jestem fanką tej stylizacji. Może nie jestem obiektywna bo bardzo lubię Sharon Tate ale jej strój wydaje mi się najbardziej dopracowany i chyba najbardziej pasujący do osobowości.
  • Na początku zacznę od tego, że tekst super się czyta ale niestety uważam, że te panie nie szanowały instytucji małżeństwa. Chęć bycia w centrum przykrywa to co ważne np Taylor mogłaby się bardziej skupić na relacjach z mężami a nie na wymyślaniem coraz to innych kreacji. Może wtedy skończyłoby się na jednym ślubie.
  • Mąż chyba uciekłby mi sprzed ołtarza, gdybym w dniu ślubu zaprezentowała się mu w którejś z powyższych kreacji :D Ale wiadomo - wszystko zależy od mody i jak ktoś słusznie zauważył, kiedyś była większa swoboda w ubiorach :))))
    • Mnie kusiło żeby brać ślub w krótkiej sukience ale pomyślałam, że krótką sukienkę mogę ubrać zawsze, a taką długą, księżniczkową tylko na specjalną okazję:) Pozdrawiam:)
  • Szczerze to już widzę tę wszystkie oburzone twarze w kościele gdybym brała coś w tym stylu. Kiedyś była wiuiiększa swoboda
    • Myślę, że te kreacje w środowisku zwykłych ludzi, w tamtych czasach również wzbudzały niemałą sensację. Należy pamiętać, że wspomniane panie otaczały się środowiskiem artystów, których bardziej zaszokowałby widok np. Yoko Ono w tradycyjnej sukni ślubnej:)
  • Ciekawe sukienki ale nie wiem czy Zdecydawałabym się ubrać je na codzień
    • Mnie się takie marzą, szczególnie sukienka Sharon Tate:)

Dodaj komentarz