Kanarkowa szmizjerka

Dodano: Czerwiec 29, 2017  /  6 komentarzy

Witajcie, cześć i czołem!

Dzisiejszą gwiazdą odcinka jest szmizjerka. Jeszcze rok temu słowo to było dla mnie dziwnie obce i nie kojarzyło się właściwie zniczym. Trochę wstyd. Na swoje usprawiedliwienie mogę jedynie zdradzić, że był to czas w którym dopiero kiełkował we mnie bakcyl krawiecki, a w świecie mody i tajemnych terminów błądziła po omacku. Aby dłużej nie tkwić w tej sromocie postanowiłam szybko nadrobić braki w wiedzy…

   Szmizjerka to nic innego jak sukienka o kroju męskiej koszuli. Nazwę swą zawdzięcza francuskiemu słowu chemisière, które oznacza nie mniej, nie więcej, właśnie koszulę. Szmizjerka najczęściej zapinana jest na całej długości na rząd guzików. Jej rękawy mogą być długie, krótkie, 3/4… jak, kto woli. Pierwsze sukienki tego typu lansował w latach 50-tych sam Christian Dior. Na załączonym obrazku widać, że charakteryzował je kloszowy dół, przypominający spódnice w typie New Look.  Jego słynny uczeń Yves Saint Lauren, osadził szmizjerkę w klimatach afrykańskiego słońca. W zaciszu swojej willi w Marakeszu, w towarzystwie rozmaitych używek, stworzył całą kolekcję, której motywem przewodnim było safari. Ubrał kobiety w bawełniane koszule, sukienki i spodnie. Na ich ramionach królowały pagony, a na piersiach wielkie kieszenie z guzikami. Sam YSL był gorącym zwolennikiem i posiadaczem tzw safari jacket, które „po damsku” przepasywał w talii. Swego rodzaj wisienką na torcie była apaszka, która przełamywała monotonie oliwkowego stroju.

   Dzisiejsze szmizjerki zachowują najczęściej sportowy krój YSL ale ich gama barwna zdecydowanie wykracze poza odcienie khaki i beżu. Zazwyczaj są przepasane w talii. Wykrój swojej szmizjerki znalazłam w zeszłorocznej burdzie nr 3 (nr wykroju 111). Niestety rozmiar 36 był sporo za duży, więc żeby się w nim nie utopić, musiałam uszczknąć tu i ówdzie parę centymetrów. Najwięcej trudności przysporzyło mi odszycie podwójnej listwy, która elegancko przykrywa guziki. Przy tak wiotkim materiale musiałam zużyć sporo flizeliny, aby zapobiec powstawaniu różnych szczypanek i wybrzuszeń. Moją wisienką oczywiście okazały się naprasowywane kwiatki. Jestem ciekawa, jak przeżyją pierwsze pranie. Może macie już jakieś swoje doświadczenia z tego typu aplikacjami? Kolor sukienki, jest formą autoterapii… gdy byłam w podstawówce, miałam pewien neonowo żółty t-shirt z jakimś nadrukiem. Uwierzcie mi, jego kolor naprawdę raził po oczach. Myślę, że spokojnie mogłabym w nim chodzić w nocy po lesie, a i tak byłabym lepiej widoczna niż roboty drogowe. Oj jak ja go nie cierpiałam. Od tego czasu konsekwentnie unikałam wszystkich odcieni żółci i oranżu.

Co Wy sądzicie o tego typu krojach?

Macie już w swojej szafie jakieś egzemplarze?

Do napisania:)

 

 

 

 

 

 

 

 

Komentarze (6)

  • Bardzo ciekawy materiał
    • Bardzo dziękują za uznanie:)
  • Piękne uszyta szmajzerka. Kwiatuszki cudne. Do twarzy ci w żółtym.
    • W kwiatkach chyba każdemu do twarzy:) Pozdrawiam fankę z Poznania :P
  • Do twarzy ci w żółtym. Idealnie zwłaszcza na lato. Rzeczywiście niedoceniany kolor. Podoba mi się aplikacja kwiecista, ożywia całość i szmizjerkę kojarzoną bardziej ze stylem safari i szaroburymi kolorami.
    • Też długu przez długi czas, miałam właśnie taki obraz szmizjerki. Niestety, bądź stety, w szaro-burych kolorach jest mi wybitnie nie do twarzy, więc postawiłam na kolor:)

Dodaj komentarz