Za co kochamy len?

Dodano: Sierpień 29, 2017  /  5 komentarzy

Dzień dobry, cześć i czołem!

Mogę Wam to wreszcie powiedzieć. Uszyłam spodnie! Po tych wszystkich sukienkach i spódniczkach, wreszcie przełamałam swój strach do dwóch nogawek. Oczywiście, jak to u mnie bywa, nie odbyło się bez mniejszych i większych katastrof w procesie tworzenia, które ostatecznie zaważyły na kroju spodni.

Katastrofa nr 1 – Uczęszczając jeszcze na kurs krawiecki otrzymałam od mojej trenerki formę spodni, która uwzględniała moje wymiary. Po paru miesiącach od zakończenia kursu, postanowiłam z niej skorzystać. Rozłożyłam szablon na tkaninie, obrysowałam i wycięłam. Pospinałam nogawki szpilkami i postanowiłam je szybko przymierzyć (w końcu to moje pierwsze spodnie i nie mogłam się doczekać efektu końcowego). Zamarłam. Właśnie wtedy uświadomiłam sobie, że nie uwzględniła dodatku na szwy. Cały metr materiału do wyrzucenia 🙁

Katastrofa nr 2 – Niezrażona pierwszą próbą uszycia spodni, natychmiast przystąpiłam do drugiego podejścia. Z tej części materiału, z której miała powstać bluzka, skroiłam kolejne spodnie (tym razem z ogromnym dodatkiem na szwy). Niestety i tym razem do głosu doszła moja niefrasobliwość. Podczas wycinania drugiej nogawki, pod ostrza nożyczek zaplątała się pierwsza i niestety pozbawiłam ją dobrych kilku centymetrów u dołu. W konsekwencji zamiast spodni sięgających kostek, uzyskałam rybaczki.

   Od początku wiedziałam, że moje spodnie muszą mieć wysoki stan. Właściwie od kilku dobrych lat stopniowo uwalniam moją garderobę z biodrówek. Lubię wszystko, co podkreśla moją talię, a ten model nadaje się do tego idealnie. Nie zastanawiałam również nad doborem tkaniny, było dla mnie oczywiste, że spodnie muszą być z lnu. Dlaczego? Już śpieszę z wyjaśnieniami.

Len jest bardzo wszechstronną rośliną. Wpisy o nim można znaleść zarówno na stronach poświęconych tematyce beauty (niezawodny do olejowania włosów), jak i na blogach poświęconych zdrowemu stylowi życia. My oczywiście przyjrzymy się właściwościom włókna lnianego, które moim zdaniem, dzisiaj jest trochę niedoceniane. Zacznijmy od tego, że len jest niezwykle trwały. Niestraszne mu rozciąganie i tarcie (oczywiście w rozsądnych ilościach), a pranie dodatkowo zwiększa jego wytrzymałość. Jego włókna dobrze wchłaniają wilgoć i mają właściwości antybakteryjne, co może być szczególnym wybawieniem dla osób, które „źle znoszą upały”. Lniane garnitury, dzięki swej przewiewności, zagościły na stałe w letnich garderobach mężczyzn, stając się alternatywą dla tweedu i wełny. Alergicy też mogą odetchnąć z ulgą, bowiem len nie uczula.

No dobrze, ale czy to znaczy, że len jest bez wad? Niestety nie. Lniane ubrania gniotą się niemiłosiernie i ciężko temu zaradzić. Można ratować się mieszankami takimi jak np. len z wiskozą, które są wygodniejsze w użytkowaniu lub próbować nie wykonywać gwałtowniejszych ruchów 🙂

A wy co sądzicie o lnie? Może macie swoje patenty, które zapobiegają gnieceniu się lnianych ubrań?

Do napisania 🙂

Komentarze (5)

  • Spódniczki były, spodnie już są, czas na kombinezon :D
    • Kombinezon już też był:)
  • super guziczek, cała stylizacja przypomina taki marynarski klimat
    • Od razu zwróciłam na niego uwagę w pasmanterii :)
  • Super zdjęcia, mają taki wakacyjny klimat. Moż masz gdzieś wykrój tych sponi? Mocno mnie się ta mieszanka?

Dodaj komentarz