Warsztaty fryzur retro z Rockagirl

Dodano: Grudzień 17, 2017  /  3 komentarze

Dzień dobry, cześć i czołem!

Dzisiejszy wpis jest szczególny ponieważ nie będzie miał nic wspólnego z szyciem. Dziś na tapet bierzemy fryzury retro, którym miałam przyjemność się przyjrzeć podczas warsztatów z Rockagirl (naczelną polską pin-up girl), które odbyły się 9 grudnia w Kultowej. Spotkanie miało charakter pokazowy z rozbudowanym wstępem historycznym, czyli coś dla oka i coś dla ducha:)

Punktem wyjściowym spotkanie było omówienie tzw. silhouette, czyli sylwetki fryzury. Silhouette to przedstawienie konturu postaci, które wewnątrz jest wypełniony (zazwyczaj) jednym kolorem. Efekt można porównać do cienia, który pada na ścianę przedstawiając zarys sylwetki ale nie to, co się na nią składa. W przypadku mody czy fryzjerstwa sylwetki pomagają uchwycić proporcje jakimi odznaczają się fryzury i ubrania. Jest to szczególnie ważne, gdy chcemy wiernie odwzorować retro-fryzurę. Podejrzewam, że większość z nas kojarzy fryzury takie jak np. victory rolls,  czy bob, jednak współcześnie trudno nam określić jakie proporcje dawniej były określane jako właściwe. Czy w latach 20-stych włosy miały zakrywać uszy? Pod jakim kątem względem siebie powinny być usadowione owe rollsy? Można oczywiście powiedzieć, że to kwestia gustu i osobistych preferencji, jednak nie można zapomnie o signum temporis, które określa normę, jaka panowała w danej epoce (pozwoli to również określić, które elementy były uważane za ekstrawagancję i nie są charakterystyczne dla danego stylu). Być może za 50 lat, gdy nasze wnuki będą chciały się wystylizować na początek XXI-wieku, też będą sprawdzać czy babcia nosiła kitkę z tyłu głowy, czy tuż nad czołem:)

Długie, krótkie, rude, blond – nie ważne. Włosy w stylu retro muszą być po prostu zakręcone, ponieważ żadna elegantka nie pokaże się światu w prostych włosach. Nie ważne, czy chcemy je później upiąć, czy też rozpuścić. Loki musza być. Rockagirl omówiła i pokazała nam podstawowe sposoby tworzenie skrętów. Zdjęcie obok przedstawia naszą modelkę Emilię, którą poznaliśmy właśnie w takiej odsłonie. Na zdjęciu widzimy, jak poszczególne pasma są zawinięte w pierścienie i przypięte klipsami. Rockagirl uczuliła nas, że już na tym etapie, tj. przygotowywania włosów do właściwej fryzury, warto być skrupulatnym, ponieważ ma to wpływ na efekt końcowy (a czasami pozwoli oszczędzić trochę czasu w kolejnych etapach:).  Z góry uprzedzam – jeżeli postanowicie poważniej zainteresować się fryzurami retro i będziecie chciały zabawić się w ich odtwarzanie, musicie zaopatrzyć się w mrowie wsówek, żabek, krokodylków i innych zwierząt. To właśnie one będą stanowić szkielet waszych upięć oraz pozwolą zakręcić włosy jak na załączonym obrazku. Do kompletu warto również zaopatrzyć się w porządny lakier (wiadomo, lakieru nigdy za wiele) oraz piankę. Z takim zestawem będziecie w stanie wykonać większość retro fryzur. No może warto wspomnieć jeszcze o sporej dawce cierpliwości. Przyda się ona szczególnie przy układaniu wyciskanych fal, czy symetrycznym formowaniu rollsów. Ale o tym za chwilę:)

Na zdjęciach z epoki aktorki, sekretarki, czy zwyczajne panie domu, zawsze wydają się mieć lśniące, gęste włosy, z których można wyczarować najbardziej fantastyczne konstrukcje (sky is the limit). Jest to osąd może trochę przesadzony, ale warto pamietać, że szampony w latach 40-stych i 50-tych miały bardzo naturalne składy i przede wszystkim nie zawierały SLS-ów, które dzisiaj dociążają i nabłyszczają nam włosy. Alternatywą dla szamponu, było szare mydło, które sprawiało, że włosy były szorstkie, przez co zyskiwały na objętości (efekt podobny do tapiru). W czasach naszych babć kobiety wiedziały również jaką rolę odgrywa dobra szczotka, szczególnie ta, z naturalnego włosia. Zadaniem szczotki jest nie tylko rozczesać włosy, ale również rozprowadzić na nich równomiernie sebum, które jest ich naturalną ochroną. Szczotki z włosia nadają naszym włosom specyficzną teksturę, przez co sprawiają wrażenie, że jest ich więcej. Niestety mam złą nowinę do wielbicielek tangle teezera. Choć jest on niezrównany przy rozczesywaniu nawet najbardziej poplątanych kosmyków, włosy po nim z reguły są zbyt płaskie, tj. tracą na objętości. Efekt ten nie jest pożądany w przypadku fryzur retro.

I Fryzura 

Pokazową część kursu zaczęliśmy od upięcia stylizowanego na lata 20-ste, którego główną ozdobą były wyciskane fale. Pierwszym etapem było upięcie pięknych, długich włosów naszej modelki na wypełniaczu, którego rolę doskonalę spełnił przecięty donut. Luźne kosmyki z czubka głowy, po skręceniu zostały uformowane w pierścienie. Dodatkowym elementem ozdobnym i równocześnie stabilizującym były spinki kokówki (zakończone perełkami) wpięte w sam środek pierścieni. Ostatnim etapem powstawania fryzury było uformowanie fal, które okalały twarz modelki. Według sztuki fryzjerskiej takie fale powinny powstać podczas żmudnego formowania na mokro z pomocą grzebienia i palców. Jednak my nie mamy tyle czasu, co elegantki w latach 20-stych, więc czasem musimy iść na skróty:) Z pomocą przyszły nam mini-klamry, które Rockagirl powpinała w miejscach, gdzie miał przypadać grzbiet fali. Całą konstrukcję należało oczywiście spryskać obficie lakierem i odczekać aż zamieni włosy w skorupę nie-do-ruszenia. Efekt końcowy faktycznie przywodzi na myśl tzw. złotą erą Hollywood i aktorki takie jak Greta Garbo czy Marlena Dietrich.

II Fryzura

Po klasycznej elegancji lat 20-stych przeniosłyśmy się w bardziej frywolne klimaty pin-up. Nasza druga modelka – Emilia, odznacza się płomiennymi włosami, które aż same się prosiły, żeby wyczarować z nich coś szalonego. Wybór padł na tzw. victory rolls. Fryzura była szalenie modna w latach 40-stych, szczególnie podczas II Wojny Światowej. Swoją nazwę zawdzięcza… lotniczemu manewrowi wojskiemu. Na wypadek, gdyby ktoś nie wiedział jak owy manewr wygląda, schemat zamieszczam obok:)

Victory rolls miały wiele odsłon, jednak najczęściej występowały w formie dwóch ruloników symetrycznie osadzonych względem siebie na czubku głowy. Fryzurę wyjątkowo upodobała sobie aktorka (i pierwsze nogi Hollywood’u) Betty Grable, która z rollsów, uczyniła swój znak rozpoznawczy.

Victory rolls mogą być częścią fryzury bazujące na rozpuszczonych włosach lub elementem upięcia. Na warsztatach Rockagirl zaprezentowała nam pierwszy wariant. Jak już wspominałam, główną cechą fryzur retro były fale, dlatego pierwsza faza tworzenia fryzury zaczęła się pare godzin przed naszym spotkaniem i polegała na skręceniu włosów w pierścienie (zdjęcie powyżej).  Następnie, po paru godzinach, cała zabawa polegała na tym aby zdjąć z głowy naszej modelki wszystkie klipsy podtrzymujące pierścienie i dokładnie rozczesać pukle. Oczywiście, tak powstałe fale Dunaju, należy spryskać solidną porcją lakieru, który utrwali skręt włosów oraz sprawi, że stopią się w jedną taflę.

    

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Następnym krokiem było formowanie rollsów. Z pozoru to nic trudnego, ot nakręcam pasmo włosów na place i tyle – rulonik gotowy.  Z góry zaznaczę, że największą trudnością nie jest samo zrobienie rollsa, lecz zrobienie dwóch takich samych. Rockagirl przyznała, że zazwyczaj kończy się na trzech próbach, ponieważ po zrobieniu drugiego rulonika, pierwszy wydaje się za duży lub za mały:) Upięcie Emilii zostało wzbogacone o sztuczne kwiaty w żywych kolorach. Mnie szczególnie podoba się połączenie morskiej zieleni płatków róży z czerwienią włosów.  Jest moc! Jeżeli kiedykolwiek miałybyście wątpliwości, w którym miejscu przypiąć aplikacje, zastanówcie się który fragment Waszej fryzury wydaje Wam się najsłabszy lub najmniej dopasowany. To jest właśnie miejsce na kokardę, kwiat, wstążkę, która przykryje niedoskonałości.

Na koniec opowiem Wam jeszcze o jednym ciekawym gadżecie, który niestety nie przetrwał próby czasu, a mianowicie o siatce do włosów. Nylonowe siatki do włosów były szalenie popularne w latach 40-stych. Ich głównym zadaniem było podtrzymanie fryzury i zabezpieczenie loków przed rozprostowaniem.  Powyżej widzicie, jak włosy Emilii prezentują się w wersji rozpuszczonej, poniżej zamieszczam ich zdjęcie w siatce. Jak widać pukle są zebrane, sprawiają wrażenie bardziej zbitych, przy czym siateczka jest praktycznie niezauważalna.

Która fryzura przypadła Wam bardziej do gustu? Myślicie, że moda na tak ekstrawaganckie upięcia jeszcze powróci? Mam nadzieję, że udało mi się Was zainspirować. Gorąco polecam udział w warsztatach z Rockagirl. Informacje o następnych spotkaniach możecie szukać na jej oficjalnym profilu na facebooku.

Do napisania!

 

Komentarze (3)

  • Fajny wpis! Będę wpadać tu częściej! Pozdrawiam!
  • też się wybierałam ale nie dotarłam na kurs. A szkoda :(
    • oj naprawdę było warto:)

Dodaj komentarz