Pin-up w kropki

Dodano: Styczeń 22, 2018  /  10 komentarzy

Dzień dobry, cześć i czołem!

Trochę z opóźnieniem ale wreszcie udało mi się przygotować dla Was pierwszy wpis w tym roku. Muszę się przyznać, że choć ostatnio szyję jak szalona (co niebawem będziecie mogli zobaczyć), nie przekłada się to na ilość dodawanych na bloga wpisów.  Postanowiłam więc, że częściej będę zamieszczać fotki z „życia mojej pracowni” abyście mogli podglądać co u mnie słychać 🙂

W ramach małego wprowadzenia, podzielę się z Wami małą anegdotką świąteczną. Jeszcze w grudniu, mały zimowy ptaszek szepnął mi na ucho, że Gwiazdor zamierza zostawić mi pod choinką manekina krawieckiego. Informację przyjęłam z nieskrywaną radością, ponieważ od ponad pół roku przymierzałam się do jego zakupu ale jak to zwykle bywa po drodze znalazło się wiele pilniejszych wydatków. Gdy nadszedł już wieczór Wigilijny i po części oficjalnej nastała pora otrzymywania prezentów, tata wręczył mi ogromne pudło z napisem „Diana”. „A więc tak Ci na imię” pomyślałam wzruszona i z namaszczeniem zaczęłam otwierać pudło… No i muszę przyznać, że to co zobaczyłam lekko mnie zaskoczyło. Właściwie to przez dobre 10 minut nie mogłam przestać się rechotać bowiem Diana, którą wyciągnęłam z kartonu była (delikatnie mówiąc) nie w formie 🙂

Zanim opiszę moje zmagania z tytułową kreacją, pochwalę się jeszcze moim tajnym zleceniem. Na początku grudnia, świeżo upieczony mąż mojej bliskiej koleżanki zgłosił się do mnie z tajną misją. Zadanie miało polegać na uszyciu sukienki, którą będzie mógł sprezentować swojej żonie pod choinkę. Jak dobrze wiecie, jestem początkującą krawcową więc szycie sukienki bez ani jednej przymiarki wydawało mi się zajęciem co najmniej karkołomnym. Mhh co tu począć…. Wysiliłam mój krawiecki umysł w poszukiwaniu elementu garderoby który wygląda dosyć spektakularnie a jednocześnie można go uszyć bez obecności modelki.  Wybór padł na spódnicę z koła. Teraz do małżonka należało zdobyć wymiary naszej muzy oraz „delikatnie podpytać” w jakim powinna być ona kolorze. Niestety nie mogę Wam jeszcze zademonstrować jak spódnica wygląda na modelce ale możecie zobaczyć jak wyglądała w dniu ukończenia. (Zdjęcie było robione z myślą aby przesłać je zleceniodawcy w celach poglądowych więc mój outfit jest dosyć domowy:)

Teraz króciutko rzućmy okiem na tytułową kreację. Materiał, z którego jest uszyta sukienka, to bawełna satynowa, którą Gwiazdor zostawił mi pod choinką. Gdy tylko zobaczyłam wzór tkaniny, od razu pomyślałam, że powstanie z niej sukienka w klimatach pin-up. Natchnienia tradycyjnie szukałam w Burdzie. Wybór szybko padł na model nr 117 z kwietniowego wydania Burdy. Przyznam, że już wcześniej ten wykrój wpadł mi w oko jednak nie ukrywam, że bałam się trochę szycia tylnego dekoltu. To co Burda opisuje jako „seksowne rozcięcie na plecach” jawiło mi się jako potencjalne źródło kłopotów przy szyciu, tym bardziej, że moje plecy nie są łatwe do szycia (jakkolwiek by to nie zabrzmiało:) Faktycznie, łatwo nie było ale efekt możecie ocenić sami.

Podczas sylwestrowych porządków znalazłam biały kołnierzyk, który kupiłam z myślą, że kiedyś może się przydać. Wreszcie nadeszła jego pora:)

Do napisania!

Komentarze (10)

  • Cudownie! A Pani to chyba z Poznania:)
    • Zgadza się, z POZNANIA:) Pozdrawiam!
  • Wspaniała sukienka!Ten kołnierzyk i te niebieskie grochy wspaniale do Ciebie pasują!
    • Bardzo dziękuję:)
  • Pani Aniu, szałowi Pani wygląda! Rewelacja, materiał cudowni i oryginalny fason sukienki! Czekam na kolejne wpisy ❤
    • Dziękuję pani Jadziu:)
  • ptaszkowi się oberwie, że języka za zębami trzymać nie potrafi! Doznalam nie malej ulgi, zdjęcia nie wyglądają tak źle jak myślałąm, że mi wyszły! Następnym razem będzie lepsze światło, obiecuję! Keep it up!
    • No widzisz i po co tak się złościć na modelkę:)
  • Na ostatnim zdjęciu autorka wygląda szałowo
    • <3

Dodaj komentarz