Ten sam wykrój po dwóch latach

Dodano: Kwiecień 3, 2018  /  8 komentarzy

Dzień dobry, cześć i czołem!

Dzisiejszy wpis jest wyjątkowy bo rocznicowy. W lutym minął rok od czasu gdy dodałam na WordPressie swoją pierwszą notkę oraz dwa lata odkąd zaczęła się moja przygoda z maszyną. Przez ostatni rok dzieliłam się z Wami moimi szyciowymi sukcesami oraz potknięciami (jak tu i tu ). Teraz przyszedł czas na małe podsumowanie. Z tej okazji postanowiłam, że po raz drugi zmierzę się z wykrojem, który posłużył mi do stworzenia mojej pierwszej sukienki. Myślę, że poniższa sesja lepiej niż słowa podsumuje ten czas, tym bardziej, że niektóre zdjęcia również pochodzą z tego okresu (możecie zobaczyć jak się postarzałam :p). Zapraszam więc w podróż sentymentalną.

Fioletowa błyskotka, którą widzicie pod spodem, jest właściwie pierwszą rzeczą którą uszyłam. Wcześniej po prostu prułam jakieś stare koszulki i t-shirty aby zobaczyć jak są uszyte i starałam się zszyć tak samo. I zgadnijcie co… niezbyt mi to wychodziło 🙂 Nie wiem dlaczego ale stwierdziłam, że z właściwym szyciem pójdzie mi lepiej niż ze zszywaniem szmatek i starych ubrań. Przyznaję, że rzuciłam się od razu na głęboką wodę. Zamiast grzecznie ćwiczyć proste prowadzenie ściegu na szmatkach i poduszkach, postanowiłam że wybiorą najłatwiejszy (moim zdaniem) wykrój i po prostu coś uszyję.

Wykrój pochodzi z Burdy Vintage lata 60-te, razem z żakietem tworzy zestaw „Romy”. Tego typu zestawy były bardzo popularne w latach 60-tych, kiedy to kobiety powoli zaczęły opuszczać swe domowe zacisza i wstępować na uczelnie lub podejmować pracę zawodową. Komplet w wersji z żakietem (którego dotąd nie uszyłam) idealnie sprawdzał się w formalnych sytuacjach, tj. na uczelni lub w pracy, natomiast bez narzutki odsłaniał minimalistyczną sukienkę koktajlową idealną na wieczorne garden party.

Sukienka urzekła mnie swoją prostotą, stwierdziłam że będzie idealna na rozpoczęcie mojej drogi krawieckiej. Pierwszym problemem przed którym stanęłam był wybór materiału. Dla kogoś, kto jedynie kojarzył czym się różni wełna od bawełny i miał mgliste przeczucie, że tkanina i dzianina to chyba nie to samo, zakupy w sklepie bławatnym były nie lada wyzwaniem. Na zdjęciu w Burdzie modelka była ubrana w jedwabną satynę, więc stwierdziłam, że postaram się znaleźć coś podobnego tylko w kolorze fioletowym. Do dzisiaj nie wiem co mną kierowało, może miałam słabszy dzień lub (jakby to Freud powiedział) do głosu doszło moje „id”. Nie mam pojęcia. Kupiłam chyba najbardziej połyskliwą tkaninę w sklepie, nic tylko iść na odpust. Ponadto nie trzeba przejść żadnego przeszkolenia aby odczuć, że tkanina jest niemiłosiernie sztuczna. Aż boję się podchodzić do niej z żelazkiem (co chyba widać na zdjęciach).

Niestety, jak się niebawem przekonacie, nieznajomość materiałów nie była moim jedynym grzechem. Oczywiście nie umiałam jeszcze wtedy zrobić lamówki, a słowo „odszycie” było mi obce. Im dłużej przyglądam się starej sukience, tym bardziej jestem pełna podziwu dla swojej ówczesnej kreatywności. Jakieś nacięcia pod pachą, dowolny ścieg zastępujący owerlok, dziwne marszczenia… Było tam wszystko prócz równo poprowadzonego ściegu 🙂

Po dwóch latach sukienka „Romy” wróciła w  bardziej naturalnej wersji. Sztuczny, fioletowy twór zamieniłam na przewiewny len. Dla przełamania monotonii kwiecistej łąki, postanowiłam uszyć ramiączka z jednolitej, żółtej bawełny. Przy okazji ponownego podejścia do tego modelu, zauważyłam również jak bardzo zmienił mi się gust w ciągu tych dwóch lat. Wraz z rozwojem mojej miłości do stylu pin-up girls, w mojej szafie zaczęły królować ubrania podkreślające talię, tj. spodnie z wysokim stanem i dopasowane sukienki.

 

 

 

Miłym prezentem na pierwszą rocznicę działalności bloga okazał się wynik corocznego konkursu na „Szyciowy Blog Roku”. Udało mi się zdobyć II wyróżnienie w kategorii „osobowość”. Korzystając z okazji, chciałabym bardzo podziękować moim bliskim i znajomym, którzy zaangażowali się w głosowanie:) To dzięki Wam już niebawem na moim biurku zagości nowa maszyna!

Do napisania!

Komentarze (8)

  • Bardzo ciekawy wpis :) faktycznie widać różnicę w obu sukienkach, ale co do tego "postarzenia się" (z posta na fb), to bym powiedziała raczej iż właśnie odmłodniałaś!! :) ślicznie wyglądasz :) i superancka sukienka :) pozdrawiam :) Ola G. :)
    • Dziękuję,<3 Zawsze miło usłyszeć, że nie starzeję się tak szybko:)
  • Mąż nieomylny nie jest, na swoich błędach ucz się! Interesujący wpis, sukienka śliczna! Tak trzymaj Polka Dots!
    • Tak trzymam! :)
  • Trzeba słuchać męża, od zawsze mówił o dokładniejszych wykończeniach ;)
    • W niektórych sprawach faktycznie warto schować dumę do kieszeni:) Pozdrawiam ciepło
  • Bardzo ciekawy wpisać Pani Aniu, piękne materiały! Serdeczne gratulacje zdobytej nagrody i życzę powodzenia w kolejnych edycjach konkursu!
    • Dziękuję Pani Jadziu. Jest Pani moją dobrą duszą:)

Dodaj komentarz