Ołówek

Dodano: Sierpień 26, 2018  /  10 komentarzy

Dzień dobry, cześć i czołem!

Jeszcze parę lat temu bardzo nie lubiłam tego okresu w roku. Koniec sierpnia zwiastował koniec słonecznych dni i początek nowego roku szkolnego. Powoli kompletowało się wyprawkę szkolną: książki, tornister, zeszyty, ołówki. Dziś porozmawiamy sobie o tych ostatnich, czyli ołówkach 🙂

Spódnica ołówkowa, bo to właśnie ona jest bohaterką dzisiejszego wpisu, ma pewne miejsce w panteonie kobiecych klasyków. Wraz z białą koszulą i małą czarną tworzy trzon damskiej elegancji. Nazwę zawdzięcza swemu kształtowi bowiem jest długa i wąska, niczym ołówek. Na przestrzeni lat przyjmowała różne formy, stawała się krótsza lub dłuższa, lecz jej cel był niezmienny – miała podkreślać damskie krągłości.

Początki naszego poczciwego ołówka są ściśle związane z… lotnictwem. Bracia Wright, konstruktorzy pierwszego samolotu, może i pokonali grawitację lecz nie mogli wygrać z modą. XX wieczne amatorki lotnictwa pragnęły prezentować się nienagannie zarówno na ziemi, jak i w przestworzach. Długie, rozłożyste spódnice trzepotały na wietrze stwarzając realne zagrożenie dla pasażerek (należy pamiętać, że pierwsze samoloty miały drewniane kadłuby z otwartą kabiną). Problem postanowiono rozwiązać za pomocą małej sztuczki. Dolną część spódnic związywano sznurkiem na wysokości łydek, dzięki czemu warstwy materiału przylegały do ciała i nie stanowiły już niebezpieczeństwa.

Jak głosi legenda, francuski projektant mody – Paul Poiret, będąc pod wpływem pierwszych podniebnych amazonek, zaprojektował tzw. hobble skirt. Była to długa, wąska spódnica, którą upodobały sobie szczególnie kobiety prowadzące aktywny tryb życia. Czasy jej popularności przypadają na lata poprzedzające I Wojnę Światową.

Kolejnym kamieniem milowym na drodze rozwoju pencil skirt, był pokaz mody Diora w 1958 roku, podczas którego projektant zaprezentował niebotycznie wąską wersję spódnicy sięgającej za kolano, która występowa w zestawie z bardzo dopasowanym żakietem. Moda z wybiegów szybko trafiła na wielki ekran. Sceny takie jak ta >klik< były najlepszym argumentem za nową modą.

Jeżeli od czasu do czasu zaglądacie na mojego bloga, możliwe, że widzieliście już moje pierwsze podejście do spódnicy ołówkowej. Jeżeli nie, zachęcam do podróży w przeszłość >klik<. Wykrój, który stworzyłam rok temu, przydał mi się ponownie. Tym razem zamarzyła mi się wzorzysta spódnica na pasku. Wiem, że jeżeli nie ma się idealnych bioder, należy jak ognia wystrzegać się krzykliwych kolorów i dużych wzorów w dolnej części garderoby, ale moje zamiłowanie do pstrokacizny było silniejsze. Gdy tylko w mojej głowie zrodził się pomysł powrotu do tego modelu, od razu wiedziałam, że zdecyduję się na bawełnę z elastanem. Materiał ładnie dopasowuje się do sylwetki, dodatkowo elastan ułatwia poruszanie w tak wąskiej spódnicy. W ramach doszkalania się w kwestii wykończeniowo-podszewkowej, zdecydowałam się wzbogacić mój ołówek o beżową podszewkę >klik<. Efekt końcowy, jak zwykle, uwieczniła moja siostra. Tym razem w ogrodzie moich rodziców 🙂

Do napisania!

 



 

Komentarze (10)

  • Czekamy na kolejny kolorowy wpis:)
  • Że też chciało Ci się szukać tych wszystkich informacji, szacun:) Jej te kolory <3
    • Dla mnie to czysta przyjemność, dziękuję :)
  • Piekna! Jestem pod wrażeniem. Może zdradzisz gdzie kupiłaś tkaninę?
    • Internetowy sklep Pinsola
  • Ale moc kolorów! Szkoda że nie umiem szyć:(
    • Ja jeszcze też nie nie umiem:) Dopiero raczkuję w temacie
  • Bardzo ładnie Ci w czerwonej szmince. A jeśli chodzi o fason spódnicy i wzór tkaniny, to wydaję mi się, że dopóki dopóty czujesz się komfortowo w tym co szyjesz/nosisz to reszta się nie liczy. Sama noszę rzeczy, których nie powinna przy swojej figurze/wzroście i nie przejmuję się tym zbytnio. Wpis jak zawsze ciekawy a spódnica wygląda bardzo ładnie.
    • <3
  • Pani Aniu jak zwykle olśniewa Pani kolorami! Piękne zestawienie, ciekawy artykul. Pozdrawiam gorąco!

Dodaj komentarz